Ponad 0,8 mkw. mieszkania kupimy ze średniej pensji.

Polacy więcej zarabiają i stać ich na „więcej” mieszkania z własnych pensji, jednak równocześnie słabnie ich zdolność kredytowa, bowiem banki sukcesywnie podnoszą poprzeczkę. Takie wnioski dostarcza ostatni raport NBP.

Na pozór brzmią one paradoksalnie, a jednak tak właśnie wygląda sytuacja. Choć stabilne ceny mieszkań i rosnące zarobki, sprawiają, że dostępność mieszkaniowa rośnie, to jednocześnie o kredyt jest coraz trudniej.

Z wykresu 1, z ostatniego raportu NBP wynika, że obecnie Polak za jedną średnią pensję w sektorze przedsiębiorstw może kupić nieco ponad 0,8 mkw. mieszkania. Tyle wynosi średnia z 7 największych rynków: Warszawy, Wrocławia, Łodzi, Krakowa, Poznania, Gdańska i Gdyni.

Choć nie wydaje się to dużo, jeszcze w 2007 roku przeciętnie było to tylko 0,5 mkw. W najlepszej sytuacji są klienci w Łodzi, gdzie za przeciętną pensję mogą kupić już metr kwadratowy mieszkania. Tu zresztą są one najtańsze spośród wszystkich wyżej wymienionych miast. Na rynku pierwotnym przeciętne ceny w I kw. 2016 wynosiły 4700 zł, a na wtórnym tylko 3300 zł/ mkw.

Na drugim miejscu pod względem możliwości nabywczych plasuje się obecnie Gdynia i Gdańsk, gdzie można kupić odpowiednio 0,95 i 0,9 mkw. W Poznaniu klient kupi z jednej pensji 0,8 metra kwadratowego, we Wrocławiu ok. 0,78, w Warszawie i Krakowie – nieco ponad 0,7 mkw. Największy skok w zakresie możliwości zakupowych dokonał się w Krakowie. Wynosi on blisko 100 proc. W roku 2007 za przeciętną pensję klient w stolicy Małopolski mógł kupić nieco ponad 0,35 mkw. mieszkania.

1

Wykres 1 Dostępność mieszkań za średnią pensję w sektorze przedsiębiorstw – wykres NBP

Niestety na tym dobre informacje się kończą, bowiem – choć lepiej zarabiamy – a mieszkania od szczytu górki cenowej w 2007 roku znacznie potaniały, to równocześnie zaostrza się polityka kredytowa banków. Tak więc – choć „stać nas” na mieszkania, ciężej o kredyt.

Pokazuje to wykres II. Czerwona linia podpisana jako ZKPK obrazuje zakamuflowany indeks zmian polityki kredytowej banków. Wartość spadające oznaczają zaostrzenie polityki kredytowej. Druga krzywa to zdolność kredytowa Polaków, podana jako krotność miesięcznego wynagrodzenia. Jak widzimy – choć rośnie ona od 2012 roku, to równolegle banki zaostrzają reguły gry odnośnie kredytów.

Pod koniec minionego roku większość instytucji finansowych wyraźnie podniosła marże, do tego wzrósł minimalny wymagany wkład własny, banki też restrykcyjnie przyglądają się wskaźnikowi DTI (debt to income), czyli relacji długu, wysokości raty do przychodów. Z ankiet przeprowadzonych wśród banków, wynika, że kurs na zaostrzenie restrykcyjnej polityki kredytowej, zostanie utrzymany.

Efekt? Już teraz szacunki dla modelowej, trzyosobowej rodziny, żyjącej w dużym mieście, wskazują że w tym roku zdolność kredytowa Polaków wyraźnie spadła. Trzyosobowa rodzina z dzieckiem i dochodach netto na poziomie 5 tys. zł może obecnie zadłużyć się na około 70 tys. zł mniej – z 450 tys. rok temu, do około 360 – 370 tys. obecnie.

Oprócz rekomendacji S KNF przyczynił się do tego podatek bankowy i nakłady na Fundusz Wsparcia Kredytobiorców. Pieniądze w nim zgromadzone mają zapewnić bezpieczeństwo klientom innych banków na wypadek upadłości. Chodzi o 600 mln zł. Warto również dodać, że kolejnym uderzeniem w naszą zdolność kredytową, będzie kolejna podwyżka wkładu własnego – od przyszłego roku ma on wynosić minimum 20 proc. wartości nieruchomości.

2

Wykres 2. Dostępność kredytu (krotność średniej pensji) i indeks ZKPK, wykres NBP

Teresa Michniak
Dział Analiz WGN

Inne w tej kategorii...