Mieszkania zdrożeją do końca roku nawet o 10 proc.

Jak bardzo zdrożeją mieszkania w tym roku? Czy realna jest powtórka z czasów sprzed 7 lat, kiedy w krótkim czasie urosła bańka cenowa nieruchomości? Takie pytania nie są bezzasadne. Rynek mieszkaniowy wyraźnie przyspieszył. Obecny popyt – zarówno na mieszkania nowe w MDM, jak i na rynku wtórnym już przewyższa podaż. Klienci świadomi tego, że ceny po dojściu do niskich poziomów, znów rosną, oraz że rosną marże banków, przyspieszają decyzje o zakupie.

 Większość obserwatorów i uczestników rynku spodziewa się w tym roku wzrostu cen i to nie tylko – jak pierwotnie zakładano – na rynku pierwotnym, ale także na rynku wtórnym. Pytanie pozostaje o ile te ceny pójdą w górę. Niektórzy szacują ostrożnie, że o około 6 procent, ale realne jest oczekiwanie nawet 10 procentowych podwyżek.

Czy może urosnąć kolejna bańka cenowa, tak jak to było 7 lat temu? Na pewno nie brak podobieństw między sytuacją obecną a tamtą. Czynnikiem generującym podwyżki był wtedy utrzymujący się bardzo mocny popyt, powodowany obawą klientów, że już wkrótce nie będzie ich stać na kupno własnego mieszkania. Dziś jest podobnie. Klienci boją się, że przy rosnących marżach bankowych, wzroście wymaganego wkładu własnego (od stycznia do 10 procent) oraz wzroście samych cen, szybko stracą zdolność kredytową. Na razie jeszcze sytuacja jest względnie dobra – stopy procentowe pozostają bardzo niskie, a wymagalny wkład własny to 5 proc. Wszystko to jednak może szybko się zmienić.

Co więcej – popyt nakręca cały czas bardzo popularny program mieszkaniowy MDM, ale i tu ceny rosną. W II kwartale tego roku praktycznie na każdym dużym rynku zostały podniesione limity cen maksymalnych mieszkań objętych dopłatą i wszystko wskazuje na to, że – stawki te nadal będą rosły.

Przeciętny kupujący coraz częściej więc staje przed wyborem – albo decydować się teraz, albo zwlekać i kupować droższe mieszkania, z droższych kredytów. Ceny rosną, bo utrzymuje się stabilna wzrostowa tendencja ze strony popytu. Dane sprzedażowe poprawiły się jeszcze w stosunku do końcówki roku 2013, kiedy klienci ruszyli do banków po ostatnie kredyty na 100 procent wartości nieruchomości, a przez 4 ostatnie kwartały – jak wynika z raportu REAS – na największych rynkach sprzedano blisko 40 tysięcy mieszkań i było to o ponad 10 procent więcej, niż w rekordowym roku 2007.

Dawna nadpodaż mieszkań jest już przeszłością. Wręcz przeciwnie – coraz trudniej kupić gotową nieruchomość, a coraz częściej są to oferty na etapie dziury w ziemi. W pierwszym kwartale tego roku całościowa liczba mieszkań w ofercie dla 7 największych miast była niższa o prawie 30 procent w porównaniu do II kwartału 2012 roku, czyli w szczycie nadpodaży.

Klient rynku mieszkaniowego dostaje więc czytelny sygnał: oferta się kurczy, a ceny rosną.

W pierwszym kwartale przeciętne stawki ofertowe dla miast takich jak Warszawa, Kraków, Gdańsk, Łódź, Poznań, Gdynia i Wrocław wynosiły średnio 6200 zł i praktycznie zrównały się z cenami sprzed 7 lat. Tyle, że to właśnie wtedy mieszkania zaczęły drastycznie drożeć. W ciągu roku przeciętnie o 1000 zł za metr kwadratowy, a bywało, że i więcej, tak jak w przypadku Warszawy, gdzie mieszkania na rynku pierwotnym przez 12 miesięcy zdrożały przeciętnie o 1300 zł.

Obecnie, mimo wszystko mało realne są aż takie wzrosty (na poziomie nawet ponad 20 procent) , jednak bardzo realny wydaje się scenariusz podwyżek cen nawet o 10 procent do końca roku. Należy pamiętać, że mimo wielu podobieństw, od sytuacji sprzed 7 lat odróżnia nas dużo większa świadomość klientów i ostrzejsze zasady wyliczania zdolności kredytowej. Co więcej – już w przyszłym roku – popyt na mieszkania może osłabnąć, gdy wymagalny stanie się 10 procentowy wkład własny.

Justyna Ocimek /Dział Analiz WGN

Inne w tej kategorii...