Mieszkania w MdM nadal bez rynku wtórnego

Rząd chce, by to rodziny z dziećmi były głównymi beneficjentami MDM. Proponowane zmiany, choć teoretycznie brzmią dobrze, rodzą jednak sporo wątpliwości, bo mimo, że proponują więcej „dzieciatym”, to nie zmienia się nic naprawdę istotnego w zasadach funkcjonowania programu oraz dostępności samych mieszkań.

W 2014 rok z państwowych dopłat korzystali tzw. single i małżeństwa bezdzietne. Teoretycznie MDM ma być niejako jednym z narzędzi polityki prorodzinnej, jednak już na samym początku pojawia się pytanie: czy takie założenie jest słuszne?

Czy realne jest przyjmowanie scenariusza, zgodnie z którym rodzina zdecyduje się np. na kolejne dziecko, by uzyskać większą dopłatę i zadłużyć się w banku, kupując mieszkanie na kredyt? Oczywiście rodzina rodzinie nierówna i tu pojawia się druga wątpliwość – choć zmiany w MDM są istotne, nie zmienia się nic w „mechanice” samego programu – sposobie naliczania i rodzaju wsparcia. Nadal będzie to dopłata do wkładu własnego kredytu – oczywiście bardzo cenna – zwłaszcza, że wymagalny minimalny wkład rośnie, ale przecież nie zmieniająca niczego w zdolności kredytowej potencjalnie zainteresowanych. Należy pamiętać, że w polskich warunkach ogromne masy ludzi bez szans na mieszkanie, to nie tylko ci, którzy nie mają oszczędności na wkład, ale po prostu ci, którzy za mało zarabiają. Nie mają wystarczającej zdolności kredytowej. Takie rodziny – zwłaszcza z dziećmi – są automatycznie wyrugowane z programu.

W zeszłym roku tylko niecałe 40 umów na ponad 14 tysięcy podpisanych dotyczyło rodzin z przynajmniej trójką dzieci. To oczywiście dowód na fiasko programu. Jednak innym, choć mniej wyrazistym dowodem na złą konstrukcję MDM, jest również fakt, że najwięcej dopłat było tam, gdzie limity cen mieszkań w MDM były najwyższe i najbardziej odpowiadały średnim cenowym. Tak więc z pieniędzy korzystali ludzie, którzy wcale nie kupowali mieszkań tanich i – w dużej mierze – także bez MDM mogliby sobie pozwolić na kupno.

Obecnie rząd proponuje duże zmiany dla rodzin z dziećmi. Chce znieść limit wieku dla uczestników MDM – rodzin wielodzietnych (przynajmniej troje dzieci). Do tej pory by skorzystać z pieniędzy trzeba było mieć mniej niż 35 lat. W przypadku małżeństw – przynajmniej jeden ze współmałżonków musiał być młodszy niż ustawowy wiek. Po proponowanych zmianach ta zasada ma już nie obowiązywać.

Dla takich rodzin (lub osób samotnie wychowujących przynajmniej troje dzieci) adresowana jest również kolejna – budząca chyba największe wątpliwości – zmiana. Przestanie obowiązywać zasada, zgodnie z którą lokal kupiony w MDM ma być pierwszym własnościowym mieszkaniem kredytobiorcy – czyli będzie można starać się o wsparcie w MDM, nawet na kupno drugiej nieruchomości.

Osoby i rodziny z dwójką dzieci będą mogły otrzymywać dofinansowanie wkładu własnego w wysokości 20 proc. wartości odtworzeniowej 50 mkw. (obecnie jest 15 proc.), natomiast w przypadku trójki dzieci i więcej – dopłata wyniosłaby 30 proc. z 65 mkw. (obecnie jest to 15 proc.).

W planach jest też objęcie programem budownictwa spółdzielczego oraz tych nieruchomości, które są wynikiem przebudowy, dobudowy, adaptacji kolejnej części. Obecnie MDM dotyczy tylko mieszkań wybudowanych „od zera”.

Ustawodawca proponuje również, by do umowy kredytowej, jeśli uczestnik programu nie ma wystarczającej zdolności, mógł przystąpić dowolny „dodatkowy kredytobiorca”. Dziś mogą być to tylko członkowie najbliższej rodziny uczestnika programu.

Jak już mówiliśmy – wszystkie te zmiany dobrze brzmią „na papierze”. Rząd wesprze wielodzietnych. Oczywiście nikt nie jest przeciw takiemu rozwiązaniu, jednak rodzi się kilka pytań: czy rzeczywiście rodzina, która już kupiła mieszkanie ma być dotowana przy kupnie drugiego? Co z rodzinami wielodzietnymi, gdzie zarobki są na poziomie najniższych krajowych, które nie mają szans na jakikolwiek kredyt? Czy nie jest to po raz kolejny forsowanie rozwiązań, które być może – owszem – rozkręcą koniunkturę (nikt nie odmówi przecież możliwości skorzystania z dopłaty, gdy zechce zmienić mieszkanie na większe) , ale czy na pewno pomogą tym, którzy dziś są realnie wykluczeni z możliwości spełniania swoich mieszkaniowych ambicji i czekają w kolejce po lokale socjalne?

Po drugie – ustawodawca nadal ignoruje rynek wtórny – realnie tańszy od pierwotnego i dający szansę na większe zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych Polaków – także dlatego, że budownictwo deweloperskie w małych miastach prawie nie istnieje, więc tam program MDM jest fikcją. Co prawda pojawia się pewna furtka w związku z proponowanym objęciem przez Mieszkanie dla Młodych także nieruchomości po przebudowach i adaptacjach, ale na razie trzeba poczekać na szczegółowe przepisy w tej sprawie.

Krótko mówiąc – zmiany w MDM – znów rodzą podejrzenia, że prawdziwym ich celem jest poprawa losu deweloperów, a nie tysięcy Polaków, których nie stać na kredyt i na własne mieszkanie.

Genowefa Marciczkiewicz
WGN Nieruchomości

Inne w tej kategorii...